Deprywacja sensoryczna. Halucynacje w 15 minut!

Deprywacja sensoryczna polega na oddzieleniu człowieka od dopływu bodźców zewnętrznych. W wyniku izolacji człowieka od bodźców zewnętrznych jego mózg, nie mogąc poradzić sobie z brakiem bodźców zaczyna tworzyć halucynacje, które przypominają halucynacje związane z przyjmowaniem substancji psychoaktywnych. Badania nad deprywacją sensoryczną prowadzone były chętnie w latach 60 tych, kiedy to psychologia zainteresowała się odmiennymi stanami świadomości. Ze względu jednak na to iż deprywacja sensoryczna powoduje spore spustoszenie w psychice temat ten – w badaniach na większą skalę – zarzucono. Zawsze naukowców nurtowało jednak pytanie ile czasu potrzeba, aby mózg zaczął przy deprywacji reagować halucynacjami i czy są ludzie bardziej odporni na deprywację niż inni?

Na to pytanie odpowiedziano stosunkowo niedawno – na University College w Londynie, ochotników przebadano kwestionariuszem Revised Hallucinations Scale, którego zadaniem jest określenie na ile osoba badana jest podatna na halucynacje. Z grupy badanych wybrano 9 osób o wysokiej podatności na halucynacje oraz 10 o niskiej i poddano ich deprywacji sensorycznej w komorze izolowanej akustycznie. Pokój był również całkowicie pozbawiony światła. Każdy z badanych otrzymał pilota, którym mógł przerwać doświadczenie w razie gdyby dostał ataku paniki.

Badani przebywali w izolacji 15 minut, następnie poproszono ich by wypełnili kwestionariusz określający czy mieli jakiekolwiek doświadczenia w zakresie obniżenia nastroju, halucynacji, paranoi (czy jakichkolwiek stanów psychotycznych). Zarówno ci, którzy byli podatni na halucynacje jak i ci którzy mieli być na nią odporni zgłosili pojawienie się halucynacji. Siła omamów u osób odpornych była mniejsza, ale mimo to i tak wystarczyło zaledwie 15 minut bez bodźców wzrokowych i słuchowych, by doświadczyć zmienionych stanów świadomości! Wynika z tego, że czas działania deprywacji sensorycznej jest zbliżony do czasu działania substancji odurzających.

Źródło: www.physorg.com/news175504269.html

12 Responses

  1. Luka Says:

    Przykro mi to pisać ale to są głupoty. Na zachodzie są ośrodki w których można kożystać z sesji w specjalnych kabinach doznajac głebokich relaksacji. Artykuly naukowe mówią o korzysciach z takich sesji a tutaj opis jak z taniego, horroru :)

  2. Sabina Says:

    To nie opis z horroru, lecz wyniki badań uniwersyteckich (University College w Londynie) – jest też źródełko, można sobie sprawdzić.

  3. Luka Says:

    Przykro mi ale korzystam z kabin do deprywacji sensorycznej od ponad roku regularnie i nie mialem zadnej halucynacji. Zadna ze znanych mi osob jakie korzystaja z takich kabin tak jak ja nic mi na ten temat nie mowila wiec ja jako osoba, ktora korzysta moge powiedziec, że według moich doswiadczeń to science-fiction :)

    Najdłużej byłem w takim środowisku ponad 2 godziny i jedyne co czułem to stan głebokiego relaksu.

    Takie kabiny na calym świecie wykorzystywane są jako SPA, do leczenia depresji, w sporcie jako narzędzie odnowy biologicznej itd.
    pozdrowienia

  4. Aga Says:

    wg mnie to jak z lekami homeopatycznymi również opisanymi w jednym z waszych artykułów – powiedziano ludziom że będą mieć halucynacje, uprzedzono o atakach paniki więc mózg je wytworzył :)

  5. Tenebris Says:

    Te „kabiny do deprywacji” to możecie sobie wsadzić – wiecie gdzie. One są robione specjalnie tak, aby NIE zachodziła deprywacja sensoryczna. Są to kabiny „relaksacyjne” bardziej niż deprywacyjne.

    Deprywacja sensoryczna to traumatyczne przeżycie. I najlepsza IMHO wymyślona dotąd forma tortur, powszechnie stosowana (m.in. przez CIA) choć niedoskonała; osoby poddane DS są bardzo podatne na sugestie.

    Halucynacje występują prawie zawsze (podobnie jak utrata świadomości ciała – choć bardziej drastycznie, jeśli dołożymy deprywację zmysłu grawitacji – oraz utrata poczucia czasu). Ale 15 min? Wydaje mi się, że to trochę zbyt szybko.

  6. L.B Says:

    Tenebris, a Ty wychodziłeś już z tego ciała? Ktoś próbował w ogóle czy tylko czytał o tym? Z tego co znalazłem to te tortury polegają na tym, że facet klęczy na kamieniach, oczy ma zawiązane, słuchawki na uszach i worek na głowie. To są właśnie tortury z deprywacją w tytule. Możesz mi powiedzieć w którym miejscu następuje deprywacja grawitacji? :)
    Biedni torturowani ludzie, ktoś rzucił hasło, żeby medialnie było a Ty to przekazujesz dalej. Tortury to tortury a deprywacja to deprywacja. Nie wszystko co ludzie piszą to prawda. Nie dajmy sobą manipulować. Po za tym nie powinno być tej dyskusji, ponieważ w tekście źródłowym jest dokładnie napisane, że ochotnicy siedzieli w pokoju na krześle. Więc ni jak się to ma do ograniczenia wszystkich bodźców, bo przecież ograniczenie grawitacji nie zachodziło, Po za tym samo siedzenie może być niewygodne – taka w dłuższej mierze niewygodna pozycja możesz mięć wpływ na samo badanie. Ciężko powiedzieć co mogło być przyczyną jeżeli wogóle te badania są rzetelne.

    Znam co najmniej kilka innych, przeprowadzonych w bardziej kompleksowych warunkach i wyniki są krótko mówiąc całkowicie odmienne.

    Może autor tego opracowania przyjrzy się tematowi i napisze jakiś obiektywny artykuł. Pozytywny wpływ deprywacji czy techniki R.E.S.T. jak od lat 70-tych nazywana jest ta metoda, jest tak samo spektakularny jak jej niepotwierdzona sława oparta na filmie Odmienne stany świadomości ;)

    * Sven-Åke Bood: Bending and Mending the Neurosignature: Frameworks of influence by floatation-REST.. Karlstad University, 2007. ISBN 9789170631283.
    * Michael M. Hutchison: The book of floating: exploring the private sea. Nevada City, Calif.: Gateway Books and Tapes, 2003. ISBN 0-89556-118-2.
    * John Cunningham Lilly: Tanks for the Memories: Floatation Tank Talks. Gateways Books Tapes. ISBN 0-89556-071-2.
    * John Cunningham Lilly: The Deep Self. Warner Books. ISBN 0-446-33023-X.
    * John Cunningham Lilly: The Centre of the Cyclone. Marion Boyars Publishers Ltd. ISBN 0-7145-0961-2.
    * John Cunningham Lilly: The scientist: a metaphysical autobiography. Berkeley, CA: Ronin Pub., 1997. ISBN 0-914171-72-0.
    * Restricted environmental stimulation. New York: Springer, 1990. ISBN 3-540-97348-6.
    * Zdzisław Sybilski: Dezaktywizacja i aktywizacja emocji w psychoterapii.. ISBN 978-83-923343-3-0.
    * Michael M. Hutchison: The book of floating: exploring the private sea. Nevada City, Calif.: Gateway Books and Tapes, 2003. ISBN 0-89556-118-2.
    * Anette Kjellgren: The experience of floatation REST (restricted Environmental stimulation technique), subjective stress and pain. Goteborg: University Sweden, 2003.

  7. gregorio Says:

    Dla tych, którzy chcą się przekonać jakie to jest uczucie spędzić parę chwil w stanie nieważkości w kabinie relaksacyjnej (niegdyś znane jako komory deprywacyjne) to mogę zdradzić, że już niebawem otwiera się pierwszy salon spa w Warszawie oferujący sesje floatingowe. Więcej informacji można znaleźć na ich stronie http://www.floatspa.pl lub na http://facebook.com/FloatSpaUmyslu

  8. Grzesiek Says:

    Szkoda, że część ludzi zanim zacznie komentować, najpierw nie zgłębi tematu.
    Nieraz tłumaczę swoim klientom, że deprywacja sensoryczna w kabinach nie ma nic wspólnego z torturami lub z innymi bzdurnymi teoriami. Wyczytają taki jeden z drugim na forach głupoty, a później panikują. W późnych latach siedemdziesiątych dr Peter Suedfeld i dr Roderick Borrie z University of British Columbia zmienili nazwę „zbiorniki deprywacji sensorycznej” na R.E.S.T. czyli Restricted Environmental Stimulation Therapy (z pol. Terapia Ograniczonej Stymulacji Środowiskowej)
    W Polsce jeszcze niestety tego typu gabinety odnowy lub spa z kabinami relaksacyjno-terapeutycznymi są mało znane. Na zachodzie, a mam na myśli np. Niemcy lub Anglię, tego typu miejsca są bardzo popularne i robią furorę. W niektórych gabinetach są zapisy z 2 miesięcznym wyprzedzeniem. W samym Londynie naliczyłem około 50 gabinetów z kabinami. W całej Polsce zaledwie 5 miejsc + 2 w przygotowaniu.

  9. Kamyl Says:

    Według mnie, wszystko zależy tak jak z substancjami psychoaktywnymi od tak zwanego set and settings(Set w tym przypadku oznacza stan psychiczny, nastrój, myśli i oczekiwania, setting to zestaw bodźców dostarczanych przez otoczenie). Tyle, że w tym przypadku role odgrywa tylko set. Tak jak piszecie tu idąc do sauny nastawiacie się na coś przyjemnego. Nie wiecie natomiast jak by to było gdyby was w niej umieszczono siłą grożąc śmiercią.

  10. Ewa Says:

    Witam wszystkich! Deprywacją sensoryczną zainteresowałam się całkiem niedawno, bo jakiś rok temu. Mam to szczęście, że mieszkam w Poznaniu, gdzie znajduje się pierwszy w Polsce ośrodek floatingu. Trafiłam tam przypadkiem i od tej pory zamawiam sesje no gravity regularnie, przynajmniej raz w tygodniu. Niestety nie udało mi się doświadczyć halucynacji, natomiast relaksacja i dobroczynne skutki wyciszenia umysłu są po prostu niesamowite.
    Wszystkim miłośnikom deprywacji gorąco polecam No Gravity Spa – to jedyne kabiny w Polsce, a byłam chyba we wszystkich, w których nie mam uczucia klaustrofobii. Są to pomieszczenia wielkości małego pokoju, a nie kapsuły, jak w Warszawskich ośrodkach. http://www.nogravity.eu

  11. dx Says:

    Deprywacja sensoryczna jest tak samo rzeczywista jak stan dysocjacji.
    Dla niedowiarków polecam środki dysocjacyjne takie jak DXM czy MXE. Ew. logiczne myślenie, składanie faktów do kupy. Poczytajcie nawet na wikipedi o działaniu mózgu. Receptorach itd. O stanie dysocjacyjnym . Pieroszyć każdy może a dupy nikt nie ruszy i nie sprawdzi. pomyśleć wystarczy……….

  12. Jarek Says:

    Zapraszam do Kabiny izolacji sensorycznej do mnie do Krakowa. Sesja 60-90 minut sprawi że wyjdziecie z niej jak nowo narodzeni. Nie ma to nic wspólnego z torturami ;D Zupełnie nie rozumiem demonizowania zjawiska i braku zrozumienia proporcji. Tak jak zostaniesz zamknięty do izolatki w kombinezonie ograniczającym ilość bodźców na 2-3 doby to odrealnisz się do tego stopnia że będziesz dużo bardziej podatny na sugestie i manipulacje. Jak wskoczysz do Kabiny na 60-90 minut lub więcej dla bardziej doświadczonych to wyjdziesz z niej czując niewyobrażalne poczucie wewnętrznego spokoju i rozluźnienia. To tak jak ze wszystkim „Cóż jest trucizną? Wszystko jest trucizną i nic nie jest trucizną. Tylko dawka czyni, że dana substancja nie jest trucizną (łac. Dosis facit venenum – Paracelsus). Pozdrawiam i zapraszam do Krakowskiego FLOATINGU

Leave a Comment

Please note: Comment moderation is enabled and may delay your comment. There is no need to resubmit your comment.